Afera kondensatorowa

Przedstawiamy Państwu przedruk artykułu firmy PCLab. Artykuł powstał w oparciu o publikację New York Times i jest dostępny na stronie: pclab.pl/news42332.html.

PO LATACH WRACA „AFERA KONDENSATOROWA”.
UJAWNIONO DOKUMENTACJĘ KOMPROMITUJĄCĄ JEDNEGO Z GIGANTÓW KOMPUTEROWYCH.

Piotr Gontarczyk, Piątek, 2 lipca 2010, 19:31

dell kondensator

Historia potrafi mocno kopnąć w cztery litery. Nasi najmłodsi czytelnicy prawdopodobnie nie pamiętają przełomu XX i XXI wieku, kiedy to na całym świecie masowo uszkodzeniom ulegały zestawy komputerowe, notebooki, płyty główne, karty graficzne. Wszystkie te (oraz inne) urządzenia psuły się przez to, że producenci kondensatorów zalali rynek ogromnymi ilościami bubli, które w krótkim czasie puchły, pękały, wylewały, a nawet wybuchały. Dziś szacuje się, że samą branżę IT cała sprawa kosztowała ponad miliard dolarów.

Największy udział w zestawieniu uszkodzonych komputerów miała firma Dell, która sama na pokrycie kosztów napraw wydała ponad 300 milionów dolarów. Teraz, dekadę później sprawa powraca, gdyż na światło dzienne wyszły dokumenty z tamtych czasów. Dokumenty ujawniono w ramach wytoczonego trzy lata temu firmie Dell procesu, w którym firma AIT domaga się odszkodowań za straty. Na podstawie ich treści można ocenić, jak producenci reagowali na tak poważny problem. Jak reagowali?

Firma Dell w tamtym czasie uparcie udawała, że problemu nie ma, a uszkodzone komputery to jednostkowe przypadki. Z dokumentów wynika, że pracownicy działu wsparcia technicznego mieli wtedy odgórny nakaz zgrywania zwykłych idiotów. Klientom kontaktującym się z firmowym serwisem musieli oni mówić, że to o czym mówiły w tamtym czasie media to bzdury, że żadnej plagi wadliwych kondensatorów nie ma. Takie informacje przekazywane były nie tylko klientom prywatnym, ale także firmom, które korzystały z komputerów marki Dell.

Z dokumentów wynika też, że w firmie Dell była świadomość tego, że na płyty główne montowane są szajsowate kondensatory, których żywotność jest bardzo, ale to bardzo niska, a prawdopodobieństwo awarii niemal stuprocentowe, w bardzo krótkim zakresie czasowym. Pracownicy działu wsparcia technicznego musieli też wmawiać klientom, że ich uszkodzone komputery wcale nie są związane ze sprawą kondensatorów. Wyraźnie poinstruowano ich, aby pod żadnym względem nawet słowem nie wspominali o czymś, co łączyłoby uszkodzenie komputera z wadą płyty głównej.

W tym samym czasie dział sprzedaży, bez najmniejszych wyrzutów utrzymywał dostawy wadliwych komputerów Dell OptiPlex. Z dokumentów wynika też, że firmowa „góra” o wszystkim wiedziała. Co w tym jest najbardziej porażające? Porażająca jest statystyka. Z dokumentów jasno wynika, że aż 97% sprzedanych komputerów Della (modeli, w których montowano felerne kondensatory) uległo awarii.

Firma Dell zareagowała na ujawnienie tych starych papierów. Reakcja firmy jest mniej więcej taka, jak w trakcie „afery”. Producent ogranicza się do stwierdzenia, że „afera kondensatorowa” dotyczyła całego rynku komputerów, a firma AIT używała komputerów OptiPlex niezgodnie z przeznaczeniem. Dell miał w tamtym czasie w ofercie serwery, ale seria OptiPlex należała do kategorii komputerów stacjonarnych. Dell zarzuca AIT to, że w firmie używano tych komputerów jako serwery.

Kondensatory-buble do połowy mijającej dekady masowo produkowały i sprzedawały nie tylko firmy „krzaki”, ale nawet tak znani producenci, jak Nichicon.

Źródło: PCMag, New York Times